Dokument:

Zdjęcia

W tej chwili na stronie

Naszą witrynę przegląda teraz 43 gości 

Na naszej stronie:

TABLICA PONARSKA W DOMU KULTURY POLSKIEJ W WILNIE

Zachować pamięć o Ponarach

altRozmowa z Marią Wieloch, prezeską Stowarzyszenia „Rodzina Ponarska”
 
 

1 września w Domu Kultury Polskiej w Wilnie została poświęcona i odsłonięta tablica upamiętniająca ofiary Ponar. Skąd wziął się pomysł, żeby tablicę zawiesić właśnie w Wilnie?

Idea umieszczenia tablicy poświęconej Polakom pomordowanym w Ponarach zrodziła się już dawno i była jednym z głównych założeń Stowarzyszenia „Rodzina Ponarska”. W Polsce w 14 miejscach – głównie w kościołach – istnieją takie tablice i doszliśmy do wniosku, że najwyższy czas, aby taka tablica znalazła się także w Wilnie. Naszym zdaniem, najlepszym miejscem na jej umieszczenie jest właśnie Dom Kultury Polskiej.



Jak długa była droga od powstania idei do jej wcielenia w życie?

Rok temu podczas I Światowego Zjazdu Wilniuków przywiozłam pismo dla dyrekcji DKP z prośbą o zezwolenie na umieszczenie tablicy. Wszystkie formalności z tym związane zostały załatwione w przeciągu roku. Cieszymy się, że sprawę załatwiono szybko i została ona uwieńczona sukcesem.

Datę wybrano też symboliczną, bo w 71. rocznicę wybuchu II wojny światowej?

Były trzy propozycje odnośnie daty zawieszenia i poświęcenia tablicy. Sugerowano, żeby tablicę odsłonić w dniu 1 lipca, czyli w dniu rozpoczęcia operacji Armii Krajowej „Ostra Brama”. Rozważano też możliwość odsłonięcia jej w dniu 15 sierpnia – 90. rocznicy wielkiej wiktorii oręża polskiego w bitwie pod Warszawą. Ostatecznie jednak realną datą stał się dzień 1 września, 71. rocznicy wybuchu wojny. Datę tę zaproponował konsul Stanisław Kargul, któremu jesteśmy ogromnie wdzięczni za wzięcie na swe barki kłopotów organizacyjnych, związanych z uroczystym odsłonięciem tablicy poświęconej ofiarom Ponar.

Czy wiedza i pamięć o tragedii w Ponarach jest w Polsce i na Litwie dostateczna?

Moim zdaniem, wiedza jest niemała, ale wciąż niedostateczna. Tak jak na Litwie, co łatwiej zrozumieć i wytłumaczyć, tak i w Polsce temat ten pozostaje tematem tabu. Jest nadal niepoprawny politycznie. Podobnie jak niegdyś było z Katyniem. Zresztą pomysł powołania „Rodziny Ponarskiej” zrodził się u śp. Heleny Pasierbskiej po tym, gdy w Polsce zaczęła działać „Rodzina Katyńska”. O Katyniu wie prawie każdy Polak mieszkający w kraju czy za granicą, a przyczyniła się do tego też tegoroczna tragedia kwietniowa. O Ponarach zaś wie się nadal stanowczo za mało.

 Mamy nadzieję, że umieszczenie tablicy ponarskiej w Domu Kultury Polskiej przyczyni się do poznania i zachowania gorzkiej prawdy o tym, co się tam naprawdę działo w latach 1941-1944. Każdy z przewodników grup, czy to z Polski, czy z Litwy, przychodząc do DKP choć słowem będzie musiał wspomnieć o Ponarach. Lepiej by było, gdyby grupy odwiedzały to straszliwe miejsce zbrodni, ale wiem, że dojazd tam jest trudny i skomplikowany, bo brakuje odpowiedniego oznakowania...

Rozumiem, że dla Litwinów ten temat jest niewygodny, ale trzeba mówić prawdę. Za śmierć obywateli polskich odpowiedzialność ponoszą w równej mierze Niemcy, jako rozkazodawcy, tak i Litwini wysługujący się okupantowi, jako inspiratorzy i wykonawcy.

Sprawę mordu obywateli Rzeczpospolitej w lesie ponarskim nagłośniła nieodżałowanej pamięci Helena Pasierbska, która poświęciła temu prawie całe swe życie.

Rzeczywiście, dzięki staraniom i publikacjom Heleny Pasierbskiej ofiary Ponar nie zostały zapomniane. Z rodziny Pasierbskiej nikt nie zginął w złowieszczym ponarskim lesie, ale siedziała ona pół roku w więzieniu na Łukiszkach razem ze swymi kolegami i nauczycielami, którzy później zginęli w Ponarach. Przyrzekła wtedy sobie, że jeżeli wyjdzie żywa z Łukiszek, to nie pozostawi tej sprawy bez echa. Stąd jej dogłębne badania, którym poświęciła ponad 20 lat. Niejednokrotnie przyjeżdżała do Wilna, pracowała w archiwach, nawiązywała kontakty z rodzinami pomordowanych na Litwie i w kraju. Owocem jej dociekliwych badań była książka „Ponary: Wileńska Golgota”. Dzięki tej edycji wiele osób dowiedziało się, gdzie i kiedy ich ojciec, wujek, czy brat zginął. Helena Pasierbska szacowała, że Niemcy i Litwini zamordowali w Ponarach około 70 tys. Żydów, Polaków żydowskiego pochodzenia i ok. 20 tys. Polaków.

Ile osób jest zrzeszonych w Stowarzyszeniu „Rodzina Ponarska”?

Stowarzyszenie zrzesza obecnie około 80 osób. Jego członkami są nie tylko rodziny ofiar, którzy zostali zamordowani w Ponarach, ale też ich przyjaciele, znajomi. Jest też kilka osób, które przed wojną mieszkały w Ponarach i znają z autopsji, co się tam działo. Czas robi swoje i coraz mniej jest ludzi, których rodzeństwo zginęło w Ponarach. Jestem jedną z nielicznych dzieci tych ofiar. 18 lutego 1943 roku, na półtora miesiąca przed moim przyjściem na świat, w Ponarach został zamordowany mój ojciec – Stanisław Wieloch, pseudonim „Ryszard”. Przedtem przebywał na Łukiszkach. Mama ze starszą siostrą w wózku podchodziły pod więzienie, siostra grzechotała grzechotką i tato wiedział, że są w pobliżu. Jestem również jedną z nielicznych osób, która posiada aż 17 grypsów, pisanych przez ojca z więzienia na bibułce papierosowej i wkręcanych w sznurek woreczka służącego do przekazywania żywności. W muzeum żydowskim w Ponarach są dwie tablice poświęcone niektórym pomordowanym Polakom, gdzie jest zdjęcie mojego ojca. Śp. Helena Pasierbska rozpoczęła starania o to, żeby nazwiska i skrótowe informacje o tych osobach były napisane nie tylko po litewsku, ale i po polsku.

Wracając zaś do tematu działalności „Rodziny Ponarskiej”, chciałabym, aby funkcjonowała ona nadal, żeby jej oddziały powstawały w różnych miastach Polski, a największym moim marzeniem jest, aby mała grupka „Rodziny Po¬narskiej” powstała również w Wilnie.

Rozmawiał Zygmunt Żdanowicz